odcinek 18 - nowa droga
Mijały dni, tygodnie a Ania nadal nie umiała sobie z tym wszystkim poradzić. Rodzice "ciągali" ją od jednego do drugiego psychologa, jakby to miało w czymś pomóc... Dla niej jedynym celem każdego dnia po wstaniu z łóżka było wyjście na cmentarz i powrót wieczorem. Potrafiła przesiedzieć tam cały dzień bez jedzenia, w mrozie... Nie docierały do niej żadne argumenty rodziców, ani lekarzy. Liczyło się wyłącznie to. Wiedziała, że nikt jej nie potrafi zrozumieć, więc zaczęła kontynuować swój pamiętnik. Tam przynajmniej mogła powiedzieć wszystko..."Dawno tu nie zaglądałam... W ostatnim wpisie jeszcze byłam "szczęśliwa"... tak.. szczęśliwa w cudzysłowie, bo jakimże szczęściem mógł być dla mnie tamten czas? tamte wydarzenia? Każdy tu wie co czuję, każdy mi współczuje, rodzice się litują, lekarze wmawiają, że rozumieją. Jestem w kręgu kłamstwa.. nikt nic nie wie. Nie jestem idiotką, a jednak robią ją ze mnie! Kiedy lekarze mówili mi... że dziecko będzie zdrowe, że wszystko będzie dobrze... wierzyłam im. Teraz już wiem, że słowa: "wszystko będzie dobrze" są puste i bez przyszłości. Nic nie będzie już dobrze!! Wolałabym, żeby oni żyli swoim życiem, a mi dali żyć moim... Mam dość tych cholernych psychologów, którzy myślą, że wiedzą jak mi pomóc! Nie potrzebuje pomocy... nie chce jej, sama sobie ze wszystkim poradzę. Wczoraj jakiś pojebany psycholog pytał mnie czy ukazują mi się duchy, czy widzę je, czy słyszę jakieś głosy.... Czy oni mają mnie za wariatkę?! Mam już dość takiego życia! Może i rodzice chcą dobrze, ale dużo lepiej byłoby, gdyby zostawili mnie w świętym spokoju! Nie jestem wariatką!!! A jeszcze lepiej byłoby, gdyby mnie tu nie było... po co ja tu?! Moje miejsce jest już gdzie indziej... Ja już jestem gdzie indziej. Tutaj pozostało moje ciało, ale czymże jest puste ciało? Codziennie chodzę do Ciebie Skarbie, bo tam czuję się lepiej. Oni tego nie rozumieją. W gruncie rzeczy wiem, że powinnam żyć, jak dawniej... powinnam pogodzić się z tym wszystkim, ale nie potrafię.
Dziecko, ile ja bym dała, żebyś urodziło się zdrowe i szczęśliwe... Jak można cofnąć czas? A ile bym dała, żebyś się Kochanie urodziło za kilka lat... żebyś miało tatusia, który by nas kochał i szczęśliwy start... Ale przepraszam Cię Skarbie, że nie potrafię cofnąć czasu :( Nie umiem przywrócić Cię do życia, choć tak bardzo bym chciała... Ale wiem, że tam jest Ci dobrze... i kiedyś się spotkamy... zaczekaj tam na mnie, przyjdę.
Życie jest takie niesprawiedliwe...'"
- Ania, chodź na kolację! - zawołała mama z kuchni.
- Nie dzięki mamo... ja już jadłam, położę się. - skłamała, gdyż nie jadła tego dnia nawet śniadania.
"Minął kolejny tydzień, który u mnie znów wyglądał tak samo... Jest wiosna, powoli wszystko budzi się do życia... tak wszystko budzi się do życia... a ja umieram... pomału, samotnie.. odchodzę. Odchodzę do Ciebie Skarbie, bo tu nie potrafię sama żyć. Mój kuzyn będzie miał dziecko! Czyż to nie cudownie...? Urodzi się na przełomie października i listopada. Zbiegiem okoliczności ciocia także spodziewa się dziecka... i urodzi się w tym samym czasie. A czy wiesz Kochanie, że i ty urodziłabyś się w tym czasie? Jakie te rodziny są szczęśliwe... My też będziemy szczęśliwi, już niedługo... zaczekaj, bo idę do Ciebie Skarbie... Powiedz tylko... jak będzie najszybciej? Czy potem jest tylko jedna droga? Czy łatwo będzie Cię znaleźć? A może zaczekaj na mnie tuż przy wejściu? Nie mogę się doczekać kiedy Cię zobaczę... Już się cieszę :) Chwilka... jeszcze tylko.. Ok! Już! Chyba to już wszystko, co było mi pisane tutaj... Teraz czas zacząć nową drogę. Kocham Cię! Zaraz będę!
PS. Jeśli ten zeszyt dostanie się w czyjeś ręce, to nie obwiniajcie za to nikogo... To moja decyzja! Chcę być przy dziecku.. Kocham Je! Proszę... przekażcie dziewczynom i Marcinowi... że nie mieli na to wpływu... nic tym razem by nie pomogli... Dziękuję im za wszystko! Marcinowi także... Wybaczam Ci to że mnie zraniłeś, wybaczam wszystko wszystkim! I proszę o wybaczenie. Nie było innego wyjścia. Nie płaczcie za mną... Jestem szczęśliwa! Mamo.. Tato.. Napisałam już do Was list... leży na szafce. Przepraszam! Kocham!
Żegnajcie!"
Skomentuj